Łączna liczba wyświetleń

sobota, 17 lipca 2010

Piatek, weekend....


Piątek byl bardzo produktywnym dniem.

Zaczelismy briefing w crew roomie o 7.30, potem A-check (przeglad samolotu), uzupelnienie oleju i paliwa, odpisanie papierow, kolejne check-listy i...podstawa chmur za niska, nici z latania.

Nasz instruktor postanowil troche nas podszkolic w znajomosci lokalnej przestrzeni powietrznej, jako ze Orlando International jest nieopodal na polnocny wschod od nas (kissimmee), musimy pamietac zeby nie naruszyc ich przestrzeni powietrznej, ktora zaczyna sie kolo 3000 stop nad naszym lotniskiem, wiec wiekszosc lotow z kissimmee wykonujemy na poludnie, poludniowy zachod.

Godzine pozniej bylismy juz w powietrzu, ta sama trasa co w czwartek, czyli Kissimmee-Lake Wales-Kissimmee.

Tym razem ja wykonalem pierwsza noge robiac przy tym pelne radio (ku zadowoleniu instruktora), najpierw ground controll w kissimmee i zgoda na taxi, potem kolowanie, test silnika i zegarkow, osprzet nastepne czeklisty i clearance na teake-off. Start i poludniowy zachod na Lake Wales, powtorka z tego co juz bylo w czwartek, tym razem mielismy troche chmur i rzucalo naszym Piperem bardzo mocno, ale dalismy rade i wyladowalem w Lake Wales, niestety w polowie pasa, ale i tak dobrze.

Steve, nasz instruktor (Kapcio na Embraerach 170 i 145, niegdys) byl zadowolony.

Kolega z pary prowadzil Naszego Warriora do Kissimme, dobry lot.

Niestety weekend, i nie latamy do poniedzialku.

Trzeba troche pocwiczyc radio i paterny nan poniedzialek...takze jest co robic..


1 komentarz:

  1. Witaj Marcin, Małgosia podała nam namiary do Ciebie. Nareszcie wiemy gdzie jesteś i co dokładnie robisz. Normalnie jak w Top Gun. Powodzenie i do zobaczenie i przeczytania. Ciośki

    OdpowiedzUsuń