Weekend w sumie troche nauki, telefony i tenis.
Poniedzialek okazal sie ciekawy. Pierwszy lot nawigacyjny, z planowaniem lotu i wagi w samolocie. Trzeba bylo wykreslic kursy na mapie, potem zebrac informacje o wiatrach na 3000 stop, potem wszystko wrzucic na papier, spisac wagi i srodek ciezkosci, w sumie kolo godziny i pol z kalkulacjami.
Potem 1.5 godziny latania, mierzenie czasu przelotu, poprawki ew. nadrabianie, punkty kontrolne i do bazy.
Niestety po powrocie okazalo sie ze jeden z kolegow mial tzw. "incydent", drugie solo, cwiczyl paterny-kregi. Kiedy robil Full Stop, czyli pelne ladowanie ze zjazdem na droge kolowania, troche przeliczyl swoja predkosc i wpadl w poslizg, zdarl troche opony no i skonczyl na trawie, na szczescie nic mu sie nie stalo. Na nieszczescie bylo to na moim ulubionym N250FT, wiec jutro samolot na serwis z oponami no i ja bede latal na N746RA tzw. "samolocie widmo", niebieski piper ktory stoi i straszy, a uzywac go mozna tylko w specjalnych przypadkach :(
Kolega skonczyl latanie na dzis z odeslaniem do domu po ostrej rozmowie z kierownikiem wiezy i szefem instruktorow. Czasem mozna sie przeliczyc....
Jutro mam 3 loty kazdy po 1.5 godziny, wiec powinno byc ciekawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz