Sroda kilka patternow z instruktorem, potem godzina solo wokol lotniska, 6 startow i ladowan + full stop.
Pogoda idealna, lekki sztorm pod koniec dnia. Potem poszlismy do kina obejrzec Inception. Potem Bud Lite w Winghousie, troche za duzo.
Sroda,
Pogoda troche zrypana od samego poczatku, po za tym troche sie czulem nie w dyspozycji do odrywania sie od ziemi. Polecielismy o 11.30 na kregi, troche wiatru pas 06, potem solo.
Pierwszy krag calkiem udany, wieza kazala mi nieco przedluzyc jedna linie, skrecam do ladowania, klapy 10, 25, 40, Cleared for touch and go padło z wieży. 500 stóp, wiatr z prawej, wiec nie lece prosto na pas, turbulencje. Kiedy bylem ustawiony nad samym pasem, moc na zero 20 stop. NAGŁY podmuch wiatru, prawie obrocil malego Pipera w prawo, wiec daje pelny wolant w lewo, na sekunde (a wydawalo sie ze trwalo to wieki), przedluzone ladowanie w polowie pasa i do tego na lewej czesci od centralnej linii. To bylo straszne ladowanie, ale klapy w gore i pelna moc, wchodze na krag. W miedzy czasie analizuje, a co jezeli nie uda mi sie wrocic, gdzie mam leciec, gdzie sa moje mapy, kto mnie pokieruje, gdzie mam szukac czestotliwosci na stacje w Orlando, po prostu milion mysli. Ale robie pierwszy skret w crosswind w prawo, na 500 stopach z wejsciem na 1000, kiedy jestem rownolegle z wiatrem do mojego pasa dzwonie na wieze i prosze o touch and go. Wieza mi mowi ze moj instruktor do nich dzwonil i kazal mi wrocic, okazalo sie ze wiatr boczny jest wiekszy niz moje minima (bylo 15 węzłów z prawej, w mojej licencji jest wbite max crosswind 10 węzłów), ok. wiec mowie Roger Tower, Full Stop 147 November Delta. Schodze na szybki final, strome zejscie, ogrzewanie gaznika, predkosc 75 wezlow, klapy od razu na 40, tym razem udalo mi sie pokonac wiatr i chociaz szedlem bokiem to w ostatniej chwili odbilem orczyk i siadlem na dwoch kolach z malym przeciagnieciem (utrata sily nosnej) na centerlinii, Uffff pot z czola, wieza pogratulowała mi lądowania i przekazala do obslugi naziemnej, kolowanie do bazy i mala nerwowka, bo troche to straszne bylo.
Na szczescie jutro nowy dzien i nowe doswiadczenia w powietrzu.
Latanie nie jest proste, moc natury moze zmiesc liniowiec jak kartke papieru, a co tutaj mowic o malym pa 28 i do tego pilocie ze sladowym doswiadczeniem i kilkoma godzinami spedzonymi w powietrzu. Nie ma miejsca na ryzyko, przesadna pewnosc siebie, trzeba pokornie podchodzic do pogody. Kazdy dzien w powietrzu moze byc inny i przyniesc zupelnie nowe doswiadczenia nawet dla kogos kto lata cale zycie.
Filmik z youtuba na temat kroswindowych ladowan.
Jutro dostaje moja kamere ktora mozna przypinac do kasu, czy szyby. Napewno wrzuce wiecej filmikow
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz